statystyki www stat.pl
środa, 05 marca 2008
Zaściankowośc Colin
(od razu mówię, nie mam c z kreską, ni wim czymu, się dowim, poprawim)

Colin jest sobie w Dublinie.
Morze w Bray już widziała, klify w Howth tyż.
Ale Colin to tak chciałaby na wieś Irlandzką się wybrac. Autem. No i może pokierowałaby tym autem z kierownicą po niewłaściwej stronie w ruchu niewłaściwostronnym. Tylko może nie w mieście...
Więc w łikend wybierają się z Kiciem dooo...eee... moment, sprawdzic na mapie trza... dooo... Cliffs of Moher (fajna nazwa co?), czyli po zupełnie drugiej stronie w poprzek kraju... Jakieś 200 km z kawałkiem...
- Kicio, to trochę daleko, jakieś 250 km. - zgasła Colin lekko. przygoda miała byc, nie użeranie się na drodze.
- tak.
- ale ta zielona droga na mapie to autostrada? - Colin rzadko sie poddaje.
- nie, to krajówka - tu Colin zrzedła mina, wiadomo autostradą szybciej.
- Achaaa..., Kiciooo... A ile pasów mają tutejsze krajówki? - takie jakieś podejrzenie zaświtało w głowie ...
- Trzy.
- aaa, czyli autostrada! super!

I tak oto wyszła z Colin jej zasciankowośc.
Pozostaje pytanie co z tymi wsiowymi drogami, po których Colin miała się uczy jeździ po ichniemu?
Są takowe?
niedziela, 17 lutego 2008
Song
Colin czuje się... hmm... nieszczególnie.
Jak?
Idealnie pokazuje video.

Zwłaszcza kawałek z tapetą.
I z samochodem.
Z żarówką też...
Nie mówiąc o dachu.
(takie siedem nieśczęść i dwa malutkie)
Tylko ostatnie 10 sekund piosenki coś nie chce się pokazać...

P.S. To jedna z najulubieńszych Colinowych.

sobota, 26 stycznia 2008
Burza w styczniu...
No tak, tak, Colin rzuca robotę. Tak, modernizuje lazienkę. Tak, wydaje kasę i tak, jedzie do ajri.
Tak, ma jeszcze kupę innych grzesznych planów, ALE TO NIE ZNACZY, ŻE ZARAZ TRZEBA TRZASKAĆ PIORUNAMI I WYŁĄCZAĆ PRĄD !!!

Pfff... Też mi...
niedziela, 13 stycznia 2008
f3000, czyli Colin gadżeciara...
Do tej pory Colinowym telefonem była stara Nokia.
Bardzo stara Nokia.
Z tych niezniszczalnych. (no kurna, nie pamiętam numerku)
Ale Colin od dawna marzyła sobie o telefonie z klapką.
Bo wiecie, Colin mało obchodzi telefon z gprsami, internetem, suszarką i lodówką. Colin interesuje, że telefonem można zadzwonić i wysłać sms. Natomiast szalenie ją interesuje wygląd. Jeśli chodzi o dizajn to Colin chora psychicznie jest. I tak o, po miesiącu poszukiwań (zwłaszcza, że Kicio sponsorował prezent) przejrzeniu milionów "wyglądów" telefonów wybrała szpanerski.

Telefon jest z klapką - podstawa, i wygląda jak auto. (Wyguglać.)
Robi 'brummm, brummm' 'pii bip', a nawet trzaska drzwiami :)
Jaaaa.....
A ponieważ dla Colin telefon ma spełniać telefoniczne usługi to nie przejmuje się specjalnie brakami w wyposażeniu nad którym biedził się straszliwie Kicio (chodzi o tą lodówkę i suszarkę)...

W trakcie odkrywania działania tego cudeńka (trzeci dzień) wyszło kilka minusów na które oczywiście, Colin nie ma zamiaru zwracać uwagi.
Poza jednym.
Colin nie ma pojęcia kto tłumaczył menu na nasze.

Wiecie co to Teheran, right? No więc w telefonie (czas globalny) jest TECHERAN.
A najgorsze, że Colin nie wie jak to zmienić!
Nawet nie wie czy się da zmienić!
Wrzodów się przez kretyna (tłumacza) nabawi!
Wstyd!

PS. Dla zainteresowanych kupnem.
Minus: nie da się wyłączyć tzw. efektów dźwiękowych. powtarzający się ciągle dźwięk 'blup, blup' nawet świętego wyprowadzi z równowagi. Można obniżyć głośność, ale określenie 'efekty dźwiękowe' dotyczy również odgłosów samochodowych (fajoskie). Dajesz ciszej jedno, to i drugie - KICHA.

Minus: brak blokady klawiatury. Niby zamykasz klapkę i już. Ale co z bocznymi klawiszami? (mp3, głośnik.)

(A może Colin coś źle robi? Jeśli wiecie jak się pozbyć 'blupa' i jednocześnie zachować dźwięki samochodowe dajcie znać.
Dla osoby, która podpowie jak się pozbyć tego wstydliwego TECHERANU (no, nie przeżyję!) przewidziana nagroda :))

Zdecydowanie telefon dla maniaków dizajnu.
Zabaweczka.

sobota, 22 grudnia 2007
Heh...
Siostra nawiedziła Colin w tym paskudnym mieście z okazji koncertu Comy, na ktorym obie były. Ale zanim pojechaly na koncert pobyły sobie we dwie same. Poszły na zakupy, kupiły prezent nawet (o tym później, bo jeszcze niedostarczony, a moze ktoś tu jednak zagląda) posiedziały sobie przy pizzy i pepsi i zwyczajnie pogadały.

Colin coś wam powie.
Cholernie jej brakuje niepoczytalniej Siostry na codzień.
Mimo, że potrafi być najgorszą jędzą.

Ale do tematu...
Dziś Colin dostała esa od Siostry:
'A ja waszym autem jechałam:D tylko do sklepu, ale też się liczy!:)'
(Znaczy cholernie dumna z siebie)
Z autem to jest tak, że Colin ma służbowe, Kicia nie ma w kraju, więc prywatne oddali do użytku rodzicom na wsi. Z tym, że przez użytkownika mieli na myśli Papcia, nie niepoczytalną Siostrę.

Jako wierna czekająca i czekająca i czekająca żona (wpis niżej) Colin postanowiła donieść o tym fakcie Kiciowi spodzewając się ostrej reakcji.
Reakcja Kicia przekroczyła wyobrażenia Colinowe.
Nooo, to dopiero byla reakcja. Wiadomo, auto faceta, no.
Kicio rzekł: Acha. I co? - zupełnie niezanteresowany tematem.

Oczywiście Colin doniosła o Kiciowej reakcji Siostrze.
Własnie przyszedł es z odpowiedzią od niej;
'Ma się ten szwagierski uklad ;-)'

Wiecie co? Oni się lubią! Niemożliwe! Ktoś lubi moją Siostrę!

Colin sama w domu...
Kicio wraca z Ajri. Dziś.
Przez Amsterdam :D. (Tu rechot dziki)
Nooo. Amsterdam po drodze, right?
Będzie w domu około północy...

W tym czasie niczym wierna żona Colin siedzi w mieszkaniu i czeka... I czeka... I czeka...
A, że do czekania Colin się nadaje jak... jak... do pilotowania odrzutowca to;
- posprzątała zakątek (nawet naście butelek po piwie stojących od nie przymierzając marca wyrzuciła...)
- przeczytała możliwie dużo blogów
- wyprasowała co sie dało prasowac i nie rozpuszczało pod wpływem żelaznej stopy łacznie z zasłonką od przysznica...
- starała sie nawet czytaną już książkę przeczytać

a to wszystko i tak na nic, bo...
Bo i tak, KURNAAAA!, złamała się, dopadła farbę i pomalowała co chciała pomalować!


Kicio znów się zdziwi.

wtorek, 18 grudnia 2007
Gdy gospodarza nie ma... czyli dieta cud.
Kicio wyjechał do Ajri.
Wyjechał wczoraj rano.
I tak o, gdy gospodarza nie ma... wcale nie myszy i nie harcują.

Colin chciała tylko napisać, że aktualnie do spożycia ma;
- 2 kromki chleba,
- 2 konserwy rybne,
- kawałek pomidora,
- jeden mały topiony serek,
- majonez i oliwki...

Pół godziny temu było jeszcze w lodówce piwo...
Już nie ma.

Na jutrzejsze śniadanie do pracy starczy. (Nie piwo oczywiście.)
Jak na razie Colinowe życie ratują zupki chińskie. Ma ich jeszcze trzy.

PS. Kicio wraca w sobotę. Zupek wystarczy :)

niedziela, 09 grudnia 2007
...
Matko Boska! Jak ja nienawidzę tego miasta...
poniedziałek, 05 listopada 2007
Colin, lotek i prawdopodobieństwo.

Któregoś piątku Colin wracała sobie z służbowego wyjazdu, a że Kicio się rozchorował (i przez pięć dni, po 14 godzin grał w Oblivionka - chorobowe) zaopatrzenie lodówki spadło na barki Colin.

No to zajechała do wspomnianego supermarketu, a że fajek jej zabrakło to pierwsze kroki do kiosku. Tabuny ludzi, stada ludzi, samokopiujące sie jednostki ludzkie (jakaś wyprzedaż czy co?) Colin sie przedziera, dziko walczy, aż tuz przed samym kioskiem wpadła na stojak z reklamą dużego lotka. A tam jak byk, nosorożec, 10 mln do wygrania! No to Colin do kiosku, fajki i trzy zakłady na chybił trafił (czasu szkoda było na skreślanie, a poza tym chuch tłumu na karku nie spryja koncentracji, łapaniu kontaktu z wyższymi siłami i typowaniu liczb). Zgarnęła ręką do torebki fajki, zakłady i resztę nawet nie patrząc i pędem na hale po spożywkę, byle jak najszybciej uciec.

Dopiero w domu wyjmując owe zakłady na chybił trafił przyjrzała się wylosowanym liczbom.


Oto one (chybione):


1: 10 13 15 25 38 46
2: 03 13 19 25 38 43
3: 06 16 19 20 22 43


No i teraz Colin się pyta jakie jest prawdopodobieństwo wylosowania na chybił trafił akurat takich ciągów liczb?

Za samo wylosowanie takich ciągów powinna dostać specjalną nagrodę!

Colinowe przypadki ciężkie...
Colin jest ciężkim przypadkiem.
Można by nawet rzec, nieuleczalnym.

Ale to nie jej wina, tylko Matki Natury! I kreatur mody!
Słowo!
Bo Colin to ma chude stopy i kostki nożne, ale łydki... Ech.
No i se kozaczków przez to kupić przyzwoitych nie może. (W sensie znów ubzdurała sobie, że mają być takie, a takie i nie inne.)
Bo styl kał-bojski nie wchodzi w grę (paskudztwo takie!)

I chodzi i szuka (od miesiąca ponad) i ma dość.
Bo tu mrozy idą, a ona w półbutach.
Desperacja taka, że nawet kał-bojskie przymierzała i gdyby Kicio jej nie opamiętał, pewnie by kupiła.

Ale Colin poczeka.
Może się coś znajdzie.
A jak nie, to będzie chodzić w traperkach i na jakiś czas zrezygnuje z bycia pańcią.

O!
Bo przecież nie można poświęcać swych przekonań dla kozaczków i kreatur mody - right?


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42